Czy można ufać zeznaniom świadków?

Na początek zapoznajcie się z krótką historią człowieka, który został niesłusznie oskarżony o gwałt z powodu złożenia nieprawdziwych zeznań przez ofiarę.

Ponad trzy dekady temu 31-letni Steve Titus został niesłusznie skazany za gwałt na młodej kobiecie. Sprawa opierała się na zeznaniach ofiary, która opisała policji wygląd gwałciciela oraz jego samochód. Policjanci na podstawie uzyskanych informacji znaleźli dosyć podobny samochód, a jego właściciel trochę przypominał wyglądem gwałciciela (też miał brodę i około 30 lat). Kiedy policja zestawiła zdjęcie Titusa razem z kilkoma innymi, ofiara wskazała na niego, twierdząc, że jest najbardziej podobny. Ale podczas rozprawy była już całkowicie pewna, że to właśnie on jest gwałcicielem. (Sprawa Titusa)

Sprawa Steva Titusa pokazuje, jak bardzo nasza pamięć jest zawodna i jak bardzo podatni jesteśmy na sugestie. Wystarczyło zasugerować ofierze, kto może być sprawcą, a to co pamiętała z całego zdarzenia, w mgnieniu oka zostało zniekształcone. Wytworzyły się fałszywe wspomnienia, które dla ofiary nie były kłamstwem, lecz prawdą.

Czy można ufać swoim wspomnieniom?

wspomnienia

Nasze wspomnienia zostają zniekształcone nie tylko przez sugestie, ale też pod wpływem czasu, chociaż to zapewne wiecie z autopsji. Ludzki mózg nie znosi próżni i ma też tendencję do „zapychania luk”.

Przykładowo: Cofnij się do czasów, kiedy miałeś 4-5 lat. Większość historii z dzieciństwa pamiętasz jak przez mgłę. Ponieważ lata mijają, zwyczajnie zapominamy o większości wydarzeń z przeszłości. A co robimy z tymi, które słabo pamiętamy? Często bardzo je przekręcamy, a nawet dopowiadamy coś, co w rzeczywistości nawet się nie wydarzyło. Najlepiej można to zauważyć po tym, jak różne osoby zapamiętały tę samą sytuację. Aż chciałoby się wtedy naprawdę cofnąć do tamtego wydarzenia i sprawdzić jak było :)

Nasz umysł próbuje złożyć posiadane informacje w sensowną całość. Kiedy brakuje bardziej lub mniej istotnych elementów, po prostu zaczynamy sami je wytwarzać, aby „wszystko trzymało się kupy”.

Czy można ufać zeznaniom świadków?

Na początek obejrzyjcie ten 1,5 minutowy filmik: https://www.youtube.com/watch?v=IGQmdoK_ZfY

Aby zeznanie przebiegło prawidłowo, świadek zdarzenia musi:

1. zauważyć całe zajście

2. zapamiętać wszystkie szczegóły zdarzenia

3. wiernie odtworzyć całą sytuację podczas zeznawania

Jednak bardzo rzadko wygląda to w ten sposób, ponieważ nie jesteśmy w stanie zapamiętać wszystkich szczegółów zdarzenia, a te informacje, które zachowaliśmy w pamięci często ulegają zniekształceniom.

Skuteczność naszej pamięci zawdzięczamy temu, że utrwala ona jedynie to, na co zwrócimy uwagę. Tak jak w powyższym filmiku, tak na co dzień, nie jesteśmy w stanie skupić się jednocześnie na wszystkim co się dzieje przed naszym nosem. A w momencie, gdy mocno skupiamy się na jednej konkretnej rzeczy, już kompletnie nie dostrzegamy jej tła. Może nam umknąć drobny szczegół, ale według Loftus w sytuacji zagrożenia, potrafimy zignorować nawet tę najważniejszą część.

  • W trakcie napadu czy wypadku, głównie zwracamy uwagę na te elementy, które zagrażają naszemu życiu, a więc skupiamy się na przykład na broni, a nie na twarzy przestępcy.
  • Dodatkowo dochodzi strach, który wpływa na sam odbiór i interpretację całego zajścia.
  • Wystarczy też, że będąc takim świadkiem, przeczytamy artykuł w gazecie lub usłyszymy wypowiedź dziennikarki, że „zaręczyny Steva Titusa i normalne życie jakie prowadził były tylko przykrywką tego, kim naprawdę jest”. Wtedy informacje przechowywane w pamięci mogą ulec zmianie. (Jednak podatność na zniekształcenia jest mniejsza, gdy bardzo dobrze zapamiętaliśmy widziane wydarzenie.)
  • tutaj ukazano, jaką moc ma sugestia. Prezentowano osobom wypadek samochodowy. Jednych pytano później o prędkość samochodów przed kolizją, a drugich o prędkość samochodów przez karambolem. Ci ostatni podawali większe prędkości, a nawet częściej mówili, że widzieli na miejscu rozbite szkło, którego w rzeczywistości nie było.

Jak zakończyła się sprawa Steva Titusa?

Ostatecznie znaleziono prawdziwego gwałciciela, a Titus został wypuszczony na wolność. Postanowił on jednak oskarżyć policję za zrujnowanie mu życia i kilka dni przed zakończeniem całego procesu, zmarł na zawał w wyniku stresu. Miał 35 lat.

Kamila Bondos

Miłośniczka projektów DIY, uzależniona od Pinteresta i kawy. W domu stale coś zmienia i przestawia, a najchętniej robi to zerkając na lecące w tle odcinki „Przyjaciół”. Uwielbia kreatywne wyzwania, nowe pomysły i wino. Zakochana w fotografii, która szybko sprawiła, że na co dzień prawie nie rozstaje się z aparatem.

Powiązane wpisy

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *