Dwa pytania, których nigdy nie powinieneś zadawać

Jestem raczej dosyć dociekliwą osobą. Nie wścibską! Ale ciekawą. Zarówno świata, jak i ludzi, którzy sobie po tym świecie chodzą. Co znajduje się dookoła mnie, a o czym ja nie mam zielonego pojęcia. W jaki sposób coś zostało zrobione, jak działa i do czego służy. Ale też: dlaczego ona powiedziała to, a on zrobił tamto. Co sobie wtedy myślała i co nim kierowało. Może to zboczenie zawodowe, a może „zwykła” ludzka ciekawość ;)

Interesujemy się życiem innych ludzi, czy to zupełnie nam obcych czy bardzo bliskich. Niektórymi interesujemy się bardziej, innymi mniej, a są tacy, którzy nie obchodzą nas wcale. Ale jednak. Coś tam wiedzieć chcemy. Gdyby tak nie było, to nie powstawałoby tyle magazynów i programów plotkarskich, a śniadaniówki wyglądałyby zupełnie inaczej. Ale na szczęście (uff!), żyjemy w takich czasach, że wszystko mamy podane na tacy. Wiemy kto z kim, kiedy i dlaczego. Wiemy nawet to, czego nie chcemy wiedzieć. I nie musimy się przy tym kompromitować i wścibiać nosa w nie swoje sprawy by wyciągnąć te i inne informacje, bo ktoś inny zrobi to za nas! Taka praca. 

Gorzej jest w sytuacji, gdy rozmawiamy z osobami, które znamy. Lub takimi, które chcemy poznać. 

No i tutaj już wielkimi krokami zbliża się niezręczność, której – domyślam się – większość nie jest nawet świadoma. Są pytania, których po prostu nie wypada zadawać. Ponieważ mogą to być dla kogoś pytania niewygodne lub krępujące. Ktoś może też odebrać nasze pytanie jako – delikatnie mówiąc – wtrącanie się w nie swoje sprawy, a nas jako krytykującego natręta. A jeszcze inna osoba może po prostu nie mieć ochoty poruszać danego tematu i nie zamierza się z nami czymś dzielić. I takich pytań jest bardzo wiele, a wszystko zależy od interpretacji osoby, z którą rozmawiamy lub jej doświadczeń. Powinniśmy sami umieć wyczuć, kiedy możemy sobie pozwolić na zadanie jakiegoś pytania, a kiedy lepiej się powstrzymać i ugryźć w język. A jeżeli intuicja nic nam nie podpowiada, to korzystniej jest się na dany temat w ogóle nie odzywać.

Są pewne pytania, które po prostu zawsze są nie na miejscu i nie ważne w którym momencie je zadamy, komu je zadamy i po co je zadamy. Zawsze będą brzmieć głupio i źle. 

I pomimo tego, że pewnie są osoby, którym te pytania nie przeszkadzają, to dopóki same nam o tym wprost nie powiedzą – nigdy nie mamy gwarancji, że tak właśnie jest. 

Mam na myśli dwa takie pytania, które od dobrych kilku lat wytrącają mnie z równowagi prawie za każdym razem jak je słyszę. Z pierwszym spotykam się równie często zarówno wśród osób starszych (i nie mam tu na myśli tylko rodziny), jak i znajomych. A pytanie brzmi:

KIEDY ŚLUB?

O ile znajomi mogą myśleć, że jest to pytanie luźne i zabawne (chociaż nie zawsze zadawane jest w takim kontekście), to osoby starsze, w szczególności te mocno konserwatywne, rzucają je zupełnie na poważnie. Co gorsze, nie dają się zbyć uśmiechem i delikatną, lecz wymowną sugestią, że nie jest to właściwy temat do rozmowy, ale usilnie próbują uzyskać satysfakcjonującą odpowiedź na zadane pytanie.

O ile się nie mylę – a wydaje mi się, że nie – to czasy się „subtelnie” zmieniły. Bardzo wiele par w ogóle nie decyduje się wchodzić w związek małżeński z tysiąca przeróżnych powodów. Z tego powodu wszelkie pytania sformułowane w taki sposób, że ślub jest w domyśle, a zagadką jest tylko w jakim terminie się on odbędzie, są nie na miejscu! Osobiście znacznie pozytywniej odebrałabym pytanie o dalsze plany, rozważanie pobrania się lub inne podobnie sformułowane zdanie. To od razu też pozwala na płynne kontynuowanie rozmowy i daje możliwość wyjaśnienia swojej decyzji lub opowiedzenia o dalszych planach. Natomiast kiedy związek małżeński nie jest obecnie rozpatrywany lub w ogóle nie wchodzi w grę, to po pytaniu „Kiedy ślub?” ciężko jest swobodnie podtrzymać rozmowę.

Nie mówiąc już o tym, że para, która je słyszy może nie być jeszcze na takim etapie związku, by o tym dyskutować – szczególnie w towarzystwie. Zdaję sobie sprawę, że na rodzinnych zjazdach takie pytania są zadawane jako pierwsze w kolejności i że myślenia naszych babć i dziadków się nie zmieni. Jednak coraz częściej słyszę jak padają z ust znajomych, którzy jednak powinni być już bardziej świadomi tego, jak aktualnie mogą funkcjonować związki.

Ale chyba nie wszyscy są tego świadomi, bo jest jeszcze jedno pytanie, które obawiam się, że niedługo mogę zacząć słyszeć wyjątkowo często.

KIEDY DZIECI?

Teraz może jeszcze nie tak nagminnie, ale i tak spotkałam się z tym pytaniem wystarczająco wiele razy by zauważyć, że ludzie nie widzą w tym pytaniu niczego niestosownego. Seriously? ;) To są kwestie tak indywidualne i tak prywatne, które na dodatek kompletnie nas nie dotyczą. Jeżeli jest to luźna rozmowa ze znajomymi i po prostu nie możemy się powstrzymać żeby nie zadać tego pytania, to dobrze by było przynajmniej głęboko się zastanowić w jaki sposób to zrobić. Na tak sformułowane pytania ciężko się odpowiada, ponieważ narzucają właściwie wszystko – że para w ogóle chce mieć dzieci, że już rozmawiali z partnerem na ten temat i że mają dalsze plany w tym kierunku i są co do nich zgodni. A jeżeli takie detale z życia pary nie są nam znane, to aby uniknąć niekomfortowej sytuacji, warto jest ewentualnie zastąpić to pytanie innym, o wiele bardziej subtelnym.

A jeżeli nie wyobrażacie sobie założenia rodziny bez dzieci i nie potrafilibyście się powstrzymać od komentarza, który notabene też jest zupełnie niepotrzebny to najlepiej jest w ogóle omijać ten temat. Ponieważ są ludzie, którzy nie planują mieć dzieci w ogóle i uwagi w stylu „Teraz tak mówisz” lub „Jeszcze zobaczysz, że zmienisz zdanie” są zbędne. Dopytywanie się „A dlaczego nie chcecie mieć dzieci? Przecież dzieci są takie cudowne!” to już szczyt! Nie każdy lubi dzieci. Może dla niektórych jest to rzecz nie do pojęcia, ale każdy z nas ma inne priorytety i powinniśmy się wszyscy nawzajem szanować. 

Są też ludzie, którzy od wielu lat starają się o dzieci lub usłyszeli, że nie mogą ich mieć. Chyba nie trzeba nawet wyjaśniać, jak bardzo krzywdzące mogą być dla nich tego typu pytania. 

Lepiej jest się dwa razy zastanowić zanim poruszy się jakiś temat, a później kolejne dwa razy nad sposobem w jaki można to zrobić.

Kamila Bondos

Miłośniczka projektów DIY, uzależniona od Pinteresta i kawy. W domu stale coś zmienia i przestawia, a najchętniej robi to zerkając na lecące w tle odcinki „Przyjaciół”. Uwielbia kreatywne wyzwania, nowe pomysły i wino. Zakochana w fotografii, która szybko sprawiła, że na co dzień prawie nie rozstaje się z aparatem.

Powiązane wpisy

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *