Metamorfoza naszego domu

Od przeprowadzki minęły już trzy lata, a ja wciąż pamiętam codzienne wizyty na „budowie” dosłownie jakby to było wczoraj. Przeciągający się w nieskończoność remont i Leroy Merlin niczym nasz drugi dom ;) Trzy miesiące zamieniły się w rok. Niestety remonty mają to do siebie, że rzadko kiedy przejmują się deadlinem. Ale trzeba przyznać, że filozofię „życie w rytmie slow” mają opanowaną do perfekcji.

Historia naszego domu

Dom odziedziczyliśmy po rodzicach. Wybudowany był w latach 90, więc w 2014 roku wymagał już generalnego remontu. Prawie trzy piętra, od parteru do poddasza, pokryte były drewnianą boazerią. Do tego drewniana skrzypiąca podłoga, małe, zamknięte przestrzenie i duża ilość ciasnych korytarzy. Konieczne było zatem wyburzanie ścian, wstawianie okien i stawianie od nowa prawie całego przedsionka. Stąd nasz żart o „budowie” ;)

Największym wyzwaniem było poddasze – zagracone, pełniące funkcję typowego strychu, gdzie znajdowało się dosłownie wszystko: setki książek, pudła z pamiątkami, ozdoby świąteczne, nieużywane sprzęty i ogólnie mówiąc – wszystko to, na co nie było miejsca w innych pokojach ;) Poddasze składało się z dwóch pomieszczeń z oddzielnymi wejściami i pseudo-toalety (jeżeli nie potraficie sobie wyobrazić o czym mówię, to zdjęcia za moment wszystko Wam wyjaśnią). Generalnie ostatnie piętro domu nie nadawało się do zamieszkania. Nasza obecna sypialnia – zanim stała się sypialnią – nie miała nawet okien. My natomiast (ambitnie!) mieliśmy w planach przekształcić całość w przestrzeń użytkową i wygospodarować tam: pokój dzienny, sypialnię, garderobę i łazienkę. Well… let’s do this! 

(Uprzedzę tylko, że cztery lata temu mój sprzęt, jak i fotograficzne umiejętności pozostawiały wiele do życzenia, więc zdjęcia są – delikatnie mówiąc – nie najlepszej jakości. Ale mam nadzieję, że efekty tak czy inaczej są widoczne :)

Metamorfoza

Poddasze

Remont rozpoczął się od góry, więc na pierwszy ogień idzie poddasze!

Oboje z Bartkiem jesteśmy po uszy zakochani w amerykańskich loftach, które charakteryzują się dużymi, otwartymi przestrzeniami i industrialnym klimatem typowym dla miejsc, które  – zanim zaadaptowane zostały na budynki mieszkalne – przeznaczone były dla fabryk i magazynów. Dlatego oprócz oczywistych zmian, takich jak pozbycie się drewnianej boazerii, mieliśmy też inne wymagania: koniecznie otwarta przestrzeń i odrobina loftowego stylu, by wnętrze miało swój charakter. Czerwona cegła spisała się doskonale!

Przechodząc zatem do kwestii remontowych: ściana oddzielająca dwa pomieszczenia została wyburzona i nagle poddasze nabrało konkretnych rozmiarów. Ta część wnętrza z niskimi skosami miała być od teraz sypialnią, jednak jedno malutkie dachowe okienko (a właściwie nie okno, a wejście na dach) bardziej czyniło je ciemną norą niż przytulnym kątem do spania. Żeby zatem do pomieszczenia trafiało więcej światła musieliśmy wstawić dwa duże okna dachowe. Najmniej ustawna część została zagospodarowana na garderobę, ale o tym będzie oddzielny wpis :)


Naszym głównym celem było powiększenie przestrzeni, więc nie chcieliśmy wstawiać na poddasze kolejnej ściany, jednak zależało nam na oddzieleniu części dziennej i sypialnianej. Stąd nasze białe dwuskrzydłowe przeszklone drzwi, które tak bardzo podobają się na Instagramie :) Wykonane były na zamówienie, ale jeżeli macie jakieś pytania, to śmiało piszcie – postaram się odpowiedzieć :)

Ostatnie pomieszczenie to łazienka. Oj, ile tu było kombinowania… ;) Jestem wielką fanką pomysłowego aranżowania ciasnych przestrzeni, jednak z tego miejsca żadnym sposobem nie dało się zrobić funkcjonalnej łazienki. Nie mieliśmy wyjścia – musieliśmy ją powiększyć kosztem pokoju dziennego. Nie zabraliśmy jednak dużo, wystarczyło dobudowanie kawałka metr x metr – tak by zmieściła się kabina prysznicowa. I łazienka gotowa!

Parter

Całkiem dużo zmian wprowadziliśmy też na parterze domu. Znajdowała się tam między innymi kuchnia z tarasem i jeden długi pokój, który pełnił rolę pokoju dziennego i jadalni. Wyburzyliśmy tam wszystkie ściany, włącznie z tą z oknami wychodzącą na taras. Został tylko kawałek ściany nośnej, który później obudowaliśmy cegłą. Balkon został zlikwidowany i zabudowany przeszkloną ścianą i tym sposobem udało się otworzyć, a przy okazji też powiększyć przestrzeń.

Jeżeli macie jakiekolwiek pytania dotyczące remontu, metamorfozy lub aranżacji wnętrz – śmiało piszcie w komentarzach lub na adres contact@kamilabondos.pl Zapewniam, że nie gryzę! ;) Na wszystkie pytania postaram się odpowiedzieć i jeżeli tylko będę w stanie to z chęcią pomogę :)

Kamila Bondos

Miłośniczka projektów DIY, uzależniona od Pinteresta i kawy. W domu stale coś zmienia i przestawia, a najchętniej robi to zerkając na lecące w tle odcinki „Przyjaciół”. Uwielbia kreatywne wyzwania, nowe pomysły i wino. Zakochana w fotografii, która szybko sprawiła, że na co dzień prawie nie rozstaje się z aparatem.

Powiązane wpisy

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *